leży wieś stara co zowie się Mnichy.
Był to zakątek uroczy i cichy,
a kawałeczek dalej, na południe,
niewielkie Mniszki położone cudnie.
Był też dwór oraz wodny młyn prastary,
zwierzyny płowej pełne leśne jary.
Przeróżni znani ludzie tam bywali,
tam polowali i odpoczywali,
a właściciele skarb ten doceniali
i należycie też o niego dbali.
W czasie wojny, choć świat płonął cały,
Mnichy, wraz z Mniszkami ocalały.
I nic na przeszkodzie nie stawało
żeby piękno ich się zachowało.
Chyba, że ludowa nowa władza,
której wszystko co pańskie przeszkadza.
I już wkrótce dwór zdewastowany.
Park na opał przez chamstwo zrąbany,
a Kamionka jak płynęła – płynie,
obok gruzów po wiekowym młynie.
Same Mnichy też skończyły marnie.
Zbudowano tam wielką świniarnię
i dwa szpetne bloki betonowe
komunistów pieczęcie firmowe.
To od Łaby do Władywostoku
obowiązujący standard bloku.
Położone tuż obok Tuczępy
zieją smrodem, który lubią sępy,
mączki rybnej. Wytwórnia powstała
bo nikomu tam nie przeszkadzała?
Nowa władza w tyle nie została
i śmietnisko wielkie zbudowała.
Jeszcze jedno wielkie źródło smrodu.
Czemu właśnie tam? – Nie znam powodu.
Kiedy wszystko już zdewastowano
do nowego dzieła się zabrano,
tworząc tam ośrodek edukacji
przyrodniczej. Jednak nie bez racji
bowiem tylko właśnie w tym klimacie
cały urok natury poznacie.
Niech się dowie generacja młoda
czym to pachnie ta polska przyroda.
Pokolenia całe pracowały
aby takie oazy powstały!
Boruta
Międzychód, luty 2007